

W dzieciństwie Mikael Krafft mieszkał nie opodal stoczni w Szwecji. Stare statki opowiadały mu tam historie o wielkich żaglowcach i oceanach.
Krafft marzył o zbudowaniu takiego statku dla siebie nowoczesnej, naszpikowanej techniką kopii klasycznego klipra, jakim niegdyś był Cutty Sark. Jego kompania Star Clippers eksploatuje je na Morzu Karaibskim, Morzu Śródziemnym oraz w Azji Południowo-Wschodniej.
Star Clipper okazał się arcydziełem techniki. Cztery maszty, z których każdy miał ponad 67 metrów wysokości, były lekko pochylone ku rufie, co przydawało szkunerowi elegancji. Na pokładzie słonecznym znajdowały się dwa baseny, które napełniano wodą natychmiast po rzuceniu kotwicy. Odsalacz, pracujący na zasadzie odwróconej osmozy, dostarczał codziennie 38 ton słodkiej wody. Mostek był usytuowany tuż pod pokładem słonecznym, można więc było wychyliwszy się poza reling obserwować z bliska kapitana i sternika podczas manewrów. Bukszpryt miał natomiast siatkę, z której dziesięciu pasażerów mogło równocześnie obserwować morze szumiące zaledwie 2 metry pod nimi.
Dawne klipry wykorzystywały każdy skrawek żagla, by skrócić czas rejsu i zdobyć premię za jak najszybsze dostarczenie swego ładunku. Były to prawdziwe "charty mórz", nieustraszenie kołyszące się, nurzające, wznoszące na grzbietach fal i przechylające w nieustannym wyścigu z czasem.
Obecnie bardziej dba się o przybywanie do rozmaitych portów zgodnie z rozkładem, czemu służą nie tylko żagle, lecz również silnik.
Każdy etap podróży stanowi jednak wspaniałą mieszankę życia na pokładzie i wypadów na ląd.
"Kiedy przygotowywaliśmy się do rzucenia kotwicy w naszym pierwszym porcie, Calvi na Korsyce, kapitan chodził po mostku niczym lew w klatce. Z megafonem w ręce czujnie obserwował ruchy witających nas łodzi, wskazania instrumentów i kompas. "Ster zero!" wydał komendę sternikowi. "Uwaga na grocie pierwszym, uwaga na grocie drugim, uwaga na bezanie!". Załoga pokładowa, odziana w bluzy w biało-niebieskie paski, obkładała liny na mechanicznych kabestanach, by zrzucić żagle i ułożyć drzewca na ich łożach.
Nagle pod adresem pasażerów oglądających te prace z pokładu słonecznego padło wezwanie:
- Chwyć linę, sprawdź bloki i talie, obserwuj żagle pomóż załodze. Czuj się częścią statku!
Rozbrzmiała syrena i skomplikowane manewry niezbędne do zatrzymania ważącego 3000 ton szkunera w małym porcie zakończyły się."
"Kiedy dotarliśmy do greckiej wyspy Kithira, spotkaliśmy stojący na kotwicy luksusowy wycieczkowiec. Wyglądał on bardzo futurystycznie... W tym czasie na kliprze zapanowała nowa atmosfera. Stał się on "naszym" statkiem. Dobrze go poznaliśmy, na pamięć znaliśmy też imiona załogi, wiedzieliśmy, jak pracują poszczególne liny. Nauczyliśmy się nawet pić ze smakiem rum z plastikowych kubków (zgodnie z poleceniem kapitana, na pokładzie nie mogło być żadnego szkła!) zwłaszcza wczesnym wieczorem, gdy nisko stojące słońce oblewało wszystko złotem. Był to zdaniem kapitana czas, gdy przybywają syreny. Wiedzieliśmy, że będzie nam odtąd brakowało opowieści i rysunków na tablicy. ... schodziliśmy na ląd...".
Flota:
- Star Clipper (1991) - 170 pasażerów
- Star Flyer (1992) - 170 pasażerów
- Royal Clipper (1999) - 224 pasażerów
POLECANA:
Podróż replikami kliprów polecana jest szczególnie osobom niezależnym, aktywnym turystom, którzy zasmakowali w przygodzie podróżowania po nieszablonowych trasach, amatorom sportów wodnych.
Miejsce swoje znajdują tu także nowożeńcy - romantyzm gwarantowany!